Do tragedii doszło w 2019 roku przy wieży widokowej na Górze Liwocz. Wówczas to Sylwia poszła tam wraz z rodziną obejrzeć pokaz sztucznych ogni, na który zapraszały samorządy oraz ksiądz. Podczas pokazu rozerwana petarda wystrzeliła w koło kobiety, co spowodowało utratę jej wzroku. Kobieta nie może uzyskać odszkodowania, gdyż sprawa trwa już szósty rok i do tej pory nie został wydany sprawiedliwy wyrok.
Do sprawy tej podczas spotkania z ministrem Waldemarem Żurkiem wróciła Lucyna Czapla. Reprezentuję tutaj swoją córkę, która uległa poważnemu wypadkowi podczas pokazu petard na imprezie zorganizowanej przez starostę jasielskiego Adama Pawlusia - mówił do ministra Waldemara Żurka Lucyna Czapla.

Kobieta relacjonowała, że jej córka doznała ciężkich obrażeń oka, w wyniku czego straciła wzrok. Jak podkreślała, mimo dramatycznych skutków zdarzenia i upływu sześciu lat od wypadku, sprawa – jej zdaniem – nie doczekała się sprawiedliwego rozstrzygnięcia.
Matka poszkodowanej wskazywała, że postępowania były wielokrotnie umarzane mimo zgromadzonych dowodów, opinii biegłych i przedstawianych środków procesowych. Twierdziła również, że ze strony organizatorów nie padły przeprosiny, a wręcz – jak relacjonowała – miały paść słowa sugerujące, że rodzina „i tak nie wygra”.
W swoim wystąpieniu kobieta zarzucała lokalnym instytucjom istnienie układów i kumoterstwa. Opisywała także sytuację z jednej z rozpraw w Jaśle, podczas której – według jej relacji – sędzia miała mieć wcześniej przygotowaną decyzję o umorzeniu sprawy.
Zwracając się bezpośrednio do ministra sprawiedliwości, apelowała o objęcie sprawy osobistym nadzorem i zakończenie – jak określiła – „dramatu” rodziny.

Stanowisko ministra Waldemara Żurka
Do sprawy odniósł się również Waldemar Żurek, który podkreślił konieczność zachowania przez ministra sprawiedliwości odpowiedniego dystansu wobec indywidualnych spraw toczących się przed sądami.
Wyjaśnił, że istnieją formalne procedury pozwalające na objęcie danej sprawy nadzorem. Jak zaznaczył, w przypadku złożenia pisma do prokuratora generalnego lub ministra, specjalny zespół analizuje zgłoszenie i ocenia, czy doszło do nieprawidłowości w postępowaniu.
Żurek wskazał, że minister nie może działać jako „superinstancja” ingerująca bezpośrednio w każde postępowanie sądowe. Podkreślił jednak, że jeśli zespół uzna, iż w sprawie dzieje się coś niepokojącego, prokurator generalny może objąć ją nadzorem, a odpowiednie organy są wówczas zobowiązane do raportowania przebiegu działań.
Zaznaczył przy tym, że nie może składać konkretnych obietnic co do rozstrzygnięcia, jednak zapewnił, że zgłoszone problemy nie pozostaną bez rozpatrzenia, jeśli zostaną formalnie przedstawione właściwym instytucjom.
Sprawa wywołała duże emocje i ponownie zwróciła uwagę na kwestie odpowiedzialności organizatorów wydarzeń publicznych oraz funkcjonowania mechanizmów kontroli postępowań sądowych w Polsce.
Red.
Liczba odsłon: 2094